freelancer- wady i zalety

Wady i zalety freelancingu

Czytelniczka mojego bloga zapytała mnie, w które drzwi pukać, by stać się freelancerem i zarabiać na swojej pasji. Ma dobrą (tak mi się wydaje) pracę, ale czuje, że to nie jest to, co chciałaby robić w życiu. Zawsze w takiej sytuacji mam ochotę wymienić wszystkie wady i zalety freelancingu. 

Przyznam, że mając 20 (i kilka) lat, zero obowiązków, bez wyrzutów sumienia zdecydowałabym się z dnia na dzień rzucić pracę, by realizować swoje marzenia i na przykład zostać freelancerem. Mając już lat trochę więcej (umówmy się, że tylko trochę), zobowiązania finansowe (kredyty, opłaty) i osobiste (dzieci, męża) nie odważyłabym się tak po prostu rozpocząć przygody z freelancingiem.

Dlaczego?

Bo wbrew temu, co mówią „coachowie i trenerzy biznesu”, nawet gdy będziemy mocno wierzyli, że się uda zrealizować swoje marzenia, wystarczy dążyć do celu… to udać się wcale nie musi. Nigdy bym nie powiedziała bez chwili zastanowienia: „nie bój się, idź za swoimi marzeniami, próbuj, postaw wszystko na jedną kartę”. Bo choć czasem faktycznie trzeba zaryzykować, by coś osiągnąć, to często to ryzyko jest zbyt duże. 

 

„Nie potrafisz na siebie zarobić? Jesteś słaby, a może i głupi”

 

Czytam opinie, że jeśli ktoś nie potrafi „na siebie zarobić”, to znaczy, że jest słaby, że jest „biedny, bo głupi”, że się nie nadaje do pracy freelancera. Nie zgadzam się z tym! Osoby te po prostu popełniają błędy. Każdy je popełnia, ale cały sekret tkwi w tym, by przekroczyć granicę, przy której większość ludzi się poddaje. By w końcu dostrzec notorycznie popełniane błędy i starać się je naprawiać. Brzmi banalnie, ale co ja zrobię, że tak właśnie jest.

Z perspektywy czasu myślę, że popełniłam ZA dużo błędów, że mogłam, to co mam teraz, osiągnąć już 1-2 lata temu, a dziś być o wiele dalej. Dlaczego? Pewnie dlatego, że nie wierzyłam w siebie, miałam jakieś dziwne kompleksy i zwyczajnie bałam się, a jak wiadomo strach jest najgorszym doradcą. Poza tym nie słuchałam rad bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek z branży, których od groma jest na ich blogach. Nie chodzi mi nawet o porady dotyczące samego copywritingu, ale o byciu freelancerem. 

Jakich rad? Na przykład takich: „Szukając zleceń na Oferii, nigdy nie zarobisz poważnych pieniędzy”. Dlaczego aż 2, a nawet 3 lata zajęło mi zrozumienie, że jest to prawda? Byłam już przy tej magicznej granicy, przy której większość osób zawraca. Ja też chciałam zawrócić. 

Nie czuję się w pełni kompetentna, by doradzać komuś w kwestii freelancingu. Z drugiej strony, utrzymuję się tylko z pracy zdalnej, z copywritingu, czego niektórzy jednak jeszcze tego nie potrafią, choć bardzo chcą

 

Jak nie da rady, jak da! Połącz realizację marzeń z racjonalnym myśleniem

 

Na szeroko pojęty sukces wpływa masa różnych czynników. Czynniki wewnętrzne: talent, wiara w sukces, motywacja, ciężka praca, ale też szeroko pojęta przedsiębiorczość i elastyczność. Czynniki zewnętrzne: koniunktura, popyt na pewne usługi, ułatwiony start. Łatwiej zdobyć upragnioną pozycję zawodową, gdy na przykład otrzymało się od rodziców rentowny „pakiet”: wykształcenie, mieszkanie, środki do życia, wiedzę z zakresu przedsiębiorczości, kontakty. 

Jest jeszcze jeden czynnik sukcesu, taki do końca nieuchwytny, niewytłumaczalny. Jest to… szczęście. Jednym sprzyja, innym, niestety nie. Tu nawet nie chodzi o to, czy coś robi się dobrze. Wystarczy przeczytać biografie artystów czy naukowców, którzy dziś uznawani są za geniuszy w swoich dziedzinach, a których prace zostały docenione dopiero po albo krótko przed ich śmiercią (Schubert, Van Gogh, Kafka, Anning, Meitner). 

 

Możesz się nie nadawać, a jakże

 

Ostatnia, całkiem ważna sprawa. Może się okazać, że naprawdę nie nadajesz się do bycia freelancerem, a już na pewno nie w tej branży. Możesz pisać wybornie, być niemal drugim Balzakiem, ale… do copywritingu nie jest potrzebny talent literacki (choć może się przydać), ale na przykład wiedza z zakresu marketingu, psychologii i komunikacji społecznej, umiejętność pisania treściwych, charyzmatycznych i przekonujących tekstów. Nie niesamowicie oryginalnych, ale takich, które zachęcają do kupna. Choć oczywiście jedno z drugim nie musi się wykluczać. Czy teksty reklamowe są pasjonujące, zachwycają stylem i kunsztem literackim? Śmiem wątpić.

Do bycia freelancerem i do tego działającym w branży internetowej, potrzebna jest także przedsiębiorczość, znajomość i umiejętność wykorzystania w praktyce wiedzy z e-marketingu. Należy umieć dotrzeć do klientów i sprzedać swoje usługi, co jest chyba najtrudniejsze w tym wszystkim. 

 

Kiedy rozpoznać, że jednak nie jest ci dane pracować jako freelancer? 

 

Tego dokładnie nie wiem, ale kiedyś przeczytałam, że zyski zainwestowane we własny biznes powinny się zwrócić po około 6-7 latach.

Rozmawiałam ze swoimi znajomymi, którzy prowadzą biznesy, niekoniecznie internetowe od 8- 12 lat.

Oto co mi powiedzieli:

  1. Przez pierwsze 2-3 lata większość młodych przedsiębiorców miało same długi, niezapłacone rachunki. Rzadko który/a otwierał firmę i od razu zarabiał/a.
  2. Ci którzy zaczęli zarabiać sensowne pieniądze, zaczęli je zarabiać po około 5-6 latach od założenia działalności gospodarczej. 
  3. Ci którzy po 7 latach wciąż nie zarabiali, a mimo tego zdecydowali się ciągnąć swoje biznesy, i tak po kolejnych 3 latach musieli je zamknąć (z powodu nierentowności). 

Na podstawie tych opinii (a także ekspertów) uważam, że jeżeli po tym czasie (6-7 latach) nie uda ci się zarabiać tyle, by działalność była opłacalna – zrezygnuj. Myślę, że zarabiać jakieś pieniądze zaczniesz znacznie szybciej. Jeśli po 2-3 latach nie będziesz w stanie zarobić nawet „najniższej krajowej” – zastanów się, gdzie popełniasz błędy. W tym czasie jeszcze nie rezygnuj, ale zmień taktykę. Jeśli przez kolejne lata nic z tego nie wychodzi, cóż. Życie jest za krótkie, by usilnie trzymać się jednej opcji, zbyt kosztowne, by żyć tylko marzeniami. 

Czy zatem należy rezygnować ze swoich marzeń w imię rozsądku? Oczywiście, że nie. Ze swojego doświadczenia wiem jednak, że najlepiej kierować się pragmatycznością, postępować możliwe jak najrozsądniej. Należy nieustannie ważyć wady i zalety, następnie wybierać, to co przynosi korzyści, nie tylko finansowe, ale i osobiste. To niby prawda, że „Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym” (Bernard Shaw). Ale umówmy się, że freelancing nie zmienia świata, jest jedynie jednym ze sposobów na życie i zarabianie. 

 

Freelancing – wady i zalety?

 

Nie ma jednej odpowiedzi, w pracy zdalnej jest tyle samo wad, co zalet. Jednego dnia widzę same korzyści z bycia freelancerem, by drugiego powiedzieć sobie „mam wszystkiego dość”. Nie każdemu może odpowiadać praca na własny rachunek, zwłaszcza tym osobom, które cenią sobie stabilność finansową i pewne jutro. 

Teraz przedstawię wam, jakie są wady i zalety freelancingu z mojej perspektywy. No to jedziemy! 🙂

 
                      Zalety Wady
Szansa na wysokie zarobki (jednak nie na początku, a po dłuższym czasie). Trudności z utrzymaniem płynności finansowej (zwłaszcza na początku). Nigdy do końca nie wiesz, ile zarobisz. 
Nienormowany czas pracy. Okresowa konieczność pracy w nieprzewidywalnych godzinach (często w nocy i weekendy).
Nie musisz się prosić szefa o wolne, urlop, zwolnienie chorobowe. Nie pracujesz – nie zarabiasz. Wyjeżdżasz na 2 tygodniowy urlop – albo nadrabiasz, albo bierzesz pracę ze sobą, albo masz 2 tygodniową wypłatę w plecy). Przerobiłam już wszystko, najlepsza jest opcja pierwsza. 
Masz dużo czasu dla rodziny.  Zdarza się, że wszyscy wieczorem oglądają film, a ty musisz pracować, bo nazbierało się dużo zleceń. 
Możesz decydować dla kogo i za ile chcesz pracować.  Na początku to klienci i inni freelancerzy dyktują ci stawki, poza tym trudno przebić się z wyższymi cenami, bo jak w każdej branży – Cena Czyni Cuda. 
Masz praktycznie nieograniczone możliwości zarobku i rozwoju.   Musisz poświęcić dużo czasu na samokształcenie. Jeżeli nie masz pieniędzy na początkowy rozwój, musisz we własnym zakresie ogarnąć WordPressa, SEO (zależy co robisz) i ogólnie cały e-biznes. 
 Zawsze pierwsza wiesz, co się dzieje na Facebooku.  Social media uzależniają i pochłaniają masę czasu. 
 Możesz się wyspać, zacząć pracę, o której chcesz.   Im później wstajesz, tym później kończysz pracę. 
 Robisz sobie przerwy, kiedy chcesz i ile chcesz.   Trudno zmobilizować się do pracy w określonych godzinach, nieunormowany czas bardzo szybko płynie. 
 Możesz w każdej chwili pójść do sklepu, umówić się na kawę.   Znajomi i rodzina myślą, że zawsze masz czas i w każdej chwili możesz się „wyrwać z pracy”. 
 Nie musisz się stresować rozmowami z szefem (bo go nie masz), ani klientami, gdyż z reguły kontaktujesz się z nimi za pośrednictwem e-maila. Świetna opcja dla osób nieśmiałych!   Czasami brakuje tego kontaktu z ludźmi, możliwości przedyskutowania pewnych spraw twarzą w twarz, szansy osobistego zaprezentowania swoich możliwości, pomysłów. 
Sama jesteś sobie szefem.  Czasami brakuje ci osoby, która ma większe doświadczenie, poradzi, skrytykuje, oceni, pochwali, da kopa do działania. Jesteś zdana tylko na siebie. 
Nie ponosisz zbyt wielu kosztów. Nie musisz dojeżdżać do pracy, inwestować w stosowne ubrania.  Możesz się zasiedzieć w domu, stracić kontakt z rzeczywistością, przestać dbać o swój wygląd. „I tak nikt mnie nie widzi, to nie muszę się malować, elegancko ubierać”. Szybko zrozumiałam, że to błąd, dlatego od pewnego czasu codziennie rano się maluję i ogólnie staram się przyzwoicie wyglądać. 
Czujesz ogromną satysfakcję, gdy klient chwali i docenia twoją pracę.  Zamartwiasz się, gdy zleceniodawca, który chciał nawiązać z tobą stałą współpracę, nagle przestaje się odzywać. Zastawiasz się, jakie błędy popełniłaś. Należy zrozumieć, że są różni ludzie, różni klienci, różne oczekiwania. Nie wszystkim będą odpowiadać twoje prace, nie wszyscy będą zadowoleni. 
Czujesz satysfakcję, gdy twoi znajomi muszą codziennie rano zbierać się do pracy, wykonują zadania, których nie lubią, nie mają czasu dla rodziny.  Czasami brakuje ci godzin pracy od-do. Zazdrościsz osobom, które wiedzą, ile wpłynie im na konto pod koniec miesiąca. Poza tym, jeżeli nie prowadzisz działalności gospodarczej, to nie nie masz ubezpieczenia zdrowotnego, nie odkładasz składek na emeryturę. Pocieszające jest to, że nawet jak ktoś ma działalność i płaci składki do ZUS, to i tak nie odkłada na emeryturę. 
 Nikt nie wie, czym się dokładnie zajmujesz i ile zarabiasz, a co za tym idzie, możesz ściemniać, ile wlezie.  Niektórzy ludzie z otoczenia zawsze będą myśleli, że nic nie robisz, a freelancer to taki współczesny bezrobotny. Nie musisz się nikomu tłumaczyć. 
 Cieszysz się, gdy widzisz, że na twoje konto wpływa coraz więcej pieniędzy, czujesz wtedy, że freelancing ma sens. Denerwują cię pytania „No to ile w tym miesiącu zarobisz?”. Co ja mam ci powiedzieć, jak sama tego nie wiem? Zbyt poważnie traktujesz wypowiedzi innych freelancerów i ludzi działających w biznesie online, o tym, że zarabiają w krocie, „159 450 zł w 7 dni”. Nie wiem, strzelam, ale wydaje mi się, że wtedy ci mentorzy biznesu znajdowaliby się  choć na jednej liście milionerów? Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, bo jednak wiem, że są osoby, które naprawdę dorobiły się majątków „w internetach”, ale oni nigdy się tym nie chwalą (choć występują publicznie) i nie opowiadają, jak to łatwo można zarobić bańkę w miesiąc. 
Czujesz satysfakcję, gdy twoje dziecko mówi ci, że w przyszłości chce mieć taką pracę jak ty, przy komputerze. 🙂 Twoje dziecko uczy się życia w trochę niezorganizowanym świecie, nie jest podporządkowane rytmowi wyznaczanemu przez godziny twojej pracy. Choć nie wiem, czy to do końca wada. 🙂
Lubię to: