O luksusie pracy zdalnej na urlopie wychowawczym. Dziecko pod pachę i do pracy
Prev post Next post

W sieci zewsząd napływają informacje o tym, że mamy wychowujące małe dzieci nie są skazane tylko na pieluchy, kaszki i zupki. Bo przecież jest XXI wiek i zbawienny internet – mogą pracować w domu. Praca zdalna na urlopie wychowawczym jest łatwo dostępna. 

 

No tak, praca na urlopie wychowawczym… Teorię każdy zna. Jakie to wspaniałe, kiedy maluszek leży w łóżeczku lub bawi się na podłodze klockami, a jego mama poświęca się karierze zawodowej. Pisze teksty, prowadzi blog, projektuje strony, robi grafiki czy rozkręca inny biznes online. Przecież to wszystko można robić w każdym miejscu, nie tylko przy biurku w korpo, ale także we własnym domu. Idealne rozwiązanie dla kobiety, która chce pracować, ale przy okazji jest niechętna szybkiemu rozstaniu się z dzieckiem. 

No a jak to wygląda w praktyce? Czy praca w domu z dzieckiem pod pachą to rzeczywiście takie piękne doświadczenie? Czy łączenie pracy zawodowej z urlopem macierzyńskim/wychowawczym jest trudne? 

Na wstępie zaznaczę, że nie tylko mam doświadczenie w pracy na urlopie wychowawczym, ale także mam porównanie, ponieważ:

 

  • po urodzeniu pierwszego dziecka (córki) w 100% poświęcałam się macierzyństwu;
  • w drugiej ciąży i po urodzeniu syna już pracowałam, stawiałam pierwsze kroki w copywritingu;
  • teraz moje dzieci na pół dnia znikają do szkoły i przedszkola, a ja pracuję w domu w pełny etat.

 

Czyli kto miałby się wypowiedzieć w tej kwestii, jak nie ja. 🙂 

 

Mama pracuje w domu na urlopie wychowawczym

 

Mamy pracujące w domu umownie dzielę na trzy grupy:

 

  1. Mama jest zatrudniona w firmie i za zgodą pracodawcy przechodzi na tryb pracy zdalnej. Wykonuje te same zadania co przed urodzeniem dziecka, tyle że nie chodzi do pracy. 
  2. Mama ma pewne umiejętności pozwalające jej na pracę zdalną (jest grafikiem, artystą, specjalistą ds. SEO, copywriterem itp.) i po urodzeniu dziecka planuje rozkręcić własny biznes. Ma wiedzę i umiejętności, które może wykorzystać w pracy na swoim. 
  3.  Mama niespecjalnie ma konkretne umiejętności, ale chce pracować w domu. Wdraża się w rynek pracy zdalnej, wszystko poznaje od podstaw. Z reguły podejmuje pracę seo copywritera, bo próg wejścia do zawodu jest niski, nie trzeba mieć żadnych wybitnych talentów i wiedzy – wystarczy komputer, internet i zapał do pracy. 

Pierwsza mama ma najłatwiej (zmienia tylko miejsce pracy), ostatnia z kolei ma najtrudniej, gdyż zaczyna od kompletnego zera, dopiero wdraża się w rynek, dociera do klientów, poznaje narzędzia internetowe itp. Początkowo zarabia marnie, może jakieś 300 zł miesięcznie. 

Ja właśnie zaliczam się do tej trzeciej mamy. Na pomysł pracy w domu wpadłam, gdy byłam w ciąży z drugim dzieckiem. O pracy zdalnej, copywritingu, WordPressie i seo nie wiedziałam nic. 

 

Praca na urlopie wychowawczym – fakty 

 

Wkurzają mnie dwie rzeczy. Pierwsza, gdy o pracy na urlopie wychowawczym wypowiadają się osoby, które albo nie mają dzieci, albo miały je dawno temu, albo nigdy się dziećmi tak naprawdę nie zajmowały same. I opowiadają bzdury. Druga, gdy ktoś twierdzi, jakie to wspaniałe łączyć pracę w domu z macierzyństwem. 

Otóż, pomimo kilku zalet (dość nikłych), w gruncie rzeczy nie ma w tym nic pięknego, ani nawet fajnego. Serio. Jedyną zaletą jest nienormowany czas pracy i dziecko stale przy sobie. Co przy pracy wcale nie jest zaletą, a olbrzymią wadą. 

Nawet blogerki parentingowe gdzieś tam po kątach przyznają się, że podczas gdy same oddają się pracy przy blogu, mają do pomocy 2 babcie, nianie i panie sprzątające w domu. Ich popularność nie bierze się z niczego. To nie jest tak, że wieczorem siądą na godzinkę do komputera, wrzucą zdjęcia ze spaceru i dopiszą notkę o tym, jak im minął dzień. To w żadnym wypadku nie zasługuje na potępienie „co ty wiesz o prawdziwym macierzyństwie”, tylko pokazuje, że łączenie pracy w domu z opieką nad dzieckiem, to nie bułka z masełkiem. To prawdziwa orka. 

Gdy ktoś mi próbuje wmówić, że to żaden problem pracować w domu z dzieckiem, daję podziałać wyobraźni i opowiadam historię. Bardzo krótką, zresztą.

„Pracujesz w biurze/na budowie/w sklepie/fabryce/szkole/gdziekolwiek. Codziennie zabierasz do pracy swoje dziecko.”

To wystarczy, by poczuć, że coś tu nie gra. 😉 

 

Co myślą ludzie o pracy na urlopie wychowawczym, a co myślę ja

 

Najpierw ktoś rzecze tak:

przecież dziecko też może samo pobyć przez godzinę, także z pewnością znajdzie się trochę czasu na pracę. 

Mój odwet jest taki:

  • roczne dziecko zabiega o 200% uwagi- w dzień i pół nocy;
  • półroczne dziecko zabiega o 100% uwagi, w dzień i nocy;
  • dwu- czy trzylatek może nie zabiega o uwagę non stop, ale mama i tak musi ją wytężać na 200%, by przypadkiem jej dziecko nie udusiło się na szelkach od plecaka, zjadło ziemię z kwiatków, nie daj los napiło się domestosu. 

 

Potem słyszę, że:

bez przesady, dziecko śpi ze dwa razy dziennie, po 2-3 godziny. Mnóstwo okazji do pracowania. 

Tu bym się nawet zgodziła. Wystarczy zatrudnić kucharkę, sprzątaczkę, praczkę i sprawa załatwiona. Zyskujemy mnóstwo czasu. I tu nie chodzi o to, by być perfekcyjną panią domu, a po prostu ogarniać codzienny rozgardiasz pojawiający się wokół dziecka. To zabiera mnóstwo czasu. A to ubranko poplamione, a to pieluszki porozrzucane,  a przecież dziecko jeść też musi. 

 

No i:

przecież masz męża, to on po pracy zajmie się dzieckiem i już masz czas dla siebie. 

I tu się zgodzę, to jest rozwiązanie, które wybierałam wiele razy. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna dochodzić do ciebie, że w ogóle nie spędzacie czasu razem. Zawsze osobno, bo albo on jest w pracy, albo ty. A przecież pracę zdalną wybiera się po to, by poprawić sobie jakość życia, a nie pogorszyć. 

 

Wtedy ktoś rzuca najgorszy z możliwych tekstów:

przecież skoro mama pracuje zdalnie, to może pójść z laptopem pod pachą na plac zabaw i pracować, gdy dziecko będzie się bawiło w piaskownicy.

Aha. Setki razy przymierzałam się do tego. Nawet nie słuchałam męża, miłośnika wszystkiego, co można podłączyć do prądu lub internetu, dla którego zestawienie słów laptop + plac zabaw + piasek = drgawki. 

 

 

Może ktoś nie ma obrazu sytuacji, dlatego wyjaśnię jeszcze kilka spraw: 

  •  Roczne dziecko na pewno nie będzie siedziało samo godzinę w piaskownicy. Wprawdzie może i zajmie się chwilę sobą, ale w tym czasie naje się piasku, zje kupę psa albo 10 razy przewróci o własne nogi.
  •  Dwuroczniak jest już bardziej samodzielny, dlatego zamiast siedzieć w piaskownicy będzie biegał za starszymi dziećmi, które oczywiście nie będą zainteresowane jego towarzystwem. Co więcej, będzie je naśladował, wchodził na drabinki i inne cuda. Przy okazji z milion razy poprosi o pić i jeść. 
  • Trzylatek i czterolatek będzie ci wciąż robił ciasta i kawę z piasku, których przecież nie można odmówić. Przy okazji będzie chciał z 10 razy siku i zada milion pytań typu: „mamo, a dlaczego deszcz jest mokry, a drabinki niebieskie?”. 
  • Pięciolatek zajmie się już sobą nawet 2 godziny, znajdzie kolegów i koleżanki z podwórka, a plac zabaw stanie się najmniej atrakcyjnym i najbardziej ograniczającym miejscem do zabawy. Zamiast pracować, będziesz pilnować, czy aby przypadkiem nie wchodzi na za wysokie drzewo, próbuje jechać na stojąco bez trzymanki na bagażniku koleżanki roweru albo nie wpadnie na pomysł, by udać się ze starszymi kolegami do sklepu oddalonego o jakieś 2 km od domu. 

 

No to jak pracować?

 

Oto jest pytanie. Jak według mnie wygląda praca w domu z dzieckiem pod pachą? Niezbyt kolorowo. Swego czasu znajome mające dzieci z podziwem pytały, jak ja to robię, że nie dość, że dwójka małych dzieci na karku, to jeszcze ogarniam pracę? Moja odpowiedź niezmiennie brzmiała: nie mam pojęcia. Chyba wystarczył upór, konsekwencja w działaniu i milion poświęceń. Mojej własnej osoby, oczywiście. 

 

Z pierwszym, z czym musi się zmierzyć matka po urodzeniu dziecka, to presja otoczenia. I bez pracy jest tego sporo. 

 

Jak nie chcesz to nie szczep, ale potem nie płacz, jak twoje dziecko zachoruje i umrze. Szczep, szczep, tylko potem nie płacz, jak twoje dziecko zachoruje na autyzm albo przeżyje ciężki NOP.

 

Słoiczki? A to nie łaska samemu gotować? Marchewki z biedronki? Może zamiast nowej bluzki kupiłabyś dziecku coś porządnego do jedzenia? Ekologiczne jabłka? Phi, w dupach się poprzewracało, jak stać cię to płać, ale wiadomo, że eco to tylko ściema, by wyciągać więcej pieniędzy.

 

Kupujesz te plastikowe tandetne zabawki? Moje ma tylko drewniane, z ekologicznego drewna. Biedny maluch, nigdy nie dotknął edukacyjnego misia, tylko te disajny srajny.

 

Mięso dla takiego maluszka? A czy ty wiesz, czym faszerują te kury? Dajesz tran i ryby, a nie słyszałaś czasem, że dziś woda jest zanieczyszczona? Kiedyś każdy pił mleko i żył.

 

Nie chodzisz na basen? A mój 2 latek to już pływa samodzielnie bez rękawków. Nie szkoda ci czasu i kasy na angielski dla dzieci od 1 miesiąca życia? Jak przedszkole to tylko monte sori, a nie jakiś komunistyczny obiekt, w którym trzeba chodzić jak w zegarku, a na obiad dają naleśniki z dżemem.

 

Jak nie zainwestujesz w tenis od 3 roku życia, karate od 5 i japoński od 7, to cóż, tylko zmarnujesz dzieciaka. Puszczasz bajki swoim dzieciom? Daj odpocząć dzieciakowi, a nie tylko wozisz całe dnie na zajęcia takie i owakie. A to pani nie łaska się dowiedzieć, że telewizja niszczy szare komórki i robi z twojego dzieciaka imbecyla. 

 

Pracujesz? Biedne te twoje dziecko, cały dzień samo, pod opieką obcych ludzi. Nie pracujesz? Ej, fajnie masz, cały dzień laby, no ale nie martw się, nie każdy musi mieć ambicje. 

 

Tak, tak, nieważne, po której stronie barykady stoicie, zawsze będzie to ta ZŁA strona mocy. Rodzicielstwo to prawdziwe wyzwanie. Przy pierwszym dziecku również analizowałam każdy swój krok. Godzinami przejmowałam się, że dziś byłam na spacerze tylko pół godziny, a nie dwie, jak zalecają poradniki.

 

Gdybym miała pracować, po tym jak pierwszy raz zostałam mamą, to wydaje mi się, że nie byłoby to możliwe. Miesiącami zastanawiałam się, czy szczepić. A jak zaszczepiłam, to kolejne miesiące analizowałam, czy na pewno postąpiłam dobrze. Do tego moja córka urodziła się w ciężkim stanie, była owinięta pępowiną, co spowodowało niedotlenie okołoporodowe. Otrzymała 4,6,7 pkt w skali Apgar, groziło jej między innymi porażenie mózgowe. Przez pierwszy rok drżałam o jej zdrowie. 

Gdy czasami żartem opowiada się o matkach cierpiących na pieluszkowe zapalenie mózgu, to ja idealnie wpisywałam się w opis takiej matki. I kiedy przy pierwszym dziecku dałam sobie wmawiać każdą bzdurę, przy drugim trochę wyluzowałam. Dlatego mogłam pracować. Przestałam się przejmować wszystkim, oprócz dzieci i pracy. To na nich skupiłam 200% uwagi, za dnia poświęcając się obowiązkom matki, po nocach dokańczając pracę. 

Czy uważam, że współczesne matki zasługują na gloryfikację, powszechny szacunek i podziw? Tak, dokładnie tak myślę. To jaką presję się dziś wywiera na kobiety… Powinny być przedsiębiorcze, zadbane, boginiami w kuchni i superkochankami w nocy. Zawsze wyspane i wymalowane, a nie jakieś obdarte kury domowe biegające z mopami i wrzeszczące na forach dla matek. 

 

Jeśli jednak chcecie pracować w domu…

 

Praca na urlopie wychowawczym to kompromis

Pierwsze co trzeba sobie uzmysłowić, że NIE da się wszystkiego pogodzić. Trzeba iść na kompromisy. Wybierać, czy udać się na spacer z dzieckiem, czy może jednak puścić mu bajkę i pracować. Zrezygnować z prządku w domu, porządnym wyspaniu się i trzydaniowych obiadkach dla męża. Zapomnieć, jak wygląda tusz do rzęs i sklep z ubraniami. Ciągłe wybory. Czy pójść spać o 22 czy może jeszcze popracować, zanim dziecko obudzi się o 24? Czy zrezygnować ze spaceru i puścić maluchowi bajki, czy rzucić wszystko w cholerę, bo przecież maluch tak szybko rośnie, szkoda marnować te cenne miesiące. 

Co ja wybierałam? To proste. Raz jedno, raz drugie. Kiedy musiałam pracować, pracowałam. Wychodziłam z założenia, że mojemu dziecku jednak nic się nie stanie, jak nie spędzę z nim 15 godzin na zabawie i dam trochę swobody, a nawet puszczę Mini Mini. Tu oczywiście mowa o starszym dziecku, powyżej 18-20 miesięcy, które zajmie się sobą choć pół godziny, co w zasadzie i tak jest cudem. Jeśli mówimy o niemowlaku, to z mojego doświadczenia wynika, że można pracować albo po powrocie taty z pracy (jeśli tata jest na miejscu, bo wiadomo, że różnie to bywa), albo w nocy. I tak to jest. Raz wybierasz pracę, innym razem sen. 

 

Ponadto – proście o pomoc

Jeśli pracujecie i zajmujecie się dziećmi, musicie zaangażować tatusiów do pomagania w obowiązkach typu sprzątanie, gotowanie, pranie. Jeśli wasi faceci byli wychowywani w „modelu tradycyjnym” zapewne będzie im trudno pojąć, że zmęczeni po pracy żywiciele rodziny muszą gotować i odkurzać. Z czasem się przyzwyczają i potraktują ten, bądź co bądź, sprawiedliwy podział obowiązków jak normę.  Jeśli macie takich skarbów jak ja, czyli mężów-pedantów, nie musicie nic robić. Brud będzie im  przeszkadzał i sami z siebie zaczną sprzątać, gdy zrozumieją, że na was nie mogą liczyć. 😉 

 

Nie tłumaczyć się

Bo niby dlaczego wyjaśniać, że chce się pracować? Nie ma też co się obarczać wyrzutami sumienia, bo jeśli człowiek się przemęczy, to dziecko wcale nie ucierpi na tym, że mama ma jednak inne obowiązki oprócz niego. Dla malucha będzie to norma. 

 

Wsparcie 

Warto też mieć w pobliżu przyjazne osoby, które rozumieją wasze wybory. Ja nie miałam tego szczęścia, moja rodzina uważała, że coś sobie wymyśliłam, nic z tego nie będzie. A że na początku efekty mojej pracy były niewielkie, nie miałam jak obronić „przesiadywania przy komputerze”. Mama zaoferowała, że da mi te parę groszy, bym się już tak nie męczyła. Wiele razy wątpiłam w siebie i to był BŁĄD. Tu nie chodzi oto, by się żalić, jakie to życie ciężkie jest, ale stwierdzić fakty. Macierzyństwo + praca to nie bajecznie gładki i kolorowy Instagram i słodki blog parentingowy. 

 

Dać sobie na luz

Po urodzeniu syna zrobiłam sobie może 3 tygodnie przerwy w pracy. Jak łatwo się można domyśleć, byłam nieprzytomna. Opieka nad noworodkiem jest strasznie wymagająca, dlatego, jeśli ktoś rzuca się na poszukiwanie dodatkowej pracy na urlopie macierzyńskim/wychowawczym, to moim zdaniem warto poczekać, przynajmniej te 4-5 miesięcy po urodzeniu. Inaczej się rozczaruje, bo nie zobaczy oczekiwanych efektów. Optymalne jest rozpoczęcie pracy po ok. 12 miesiącach, czyli wtedy, gdy z reguły kończą się pieniądze z macierzyńskiego. 😉 Będzie troszeczkę lżej, bo dziecko starsze…, ale nie będzie dużo łatwiej, bo roczniak to prawdziwy wicher, za którym trzeba chodzić krok w krok. Regularniej śpi i je, rzadziej budzi się w nocy, dlatego można w pewnym stopniu przewidzieć jego potrzeby i jakoś tam zaplanować sobie dzień i noc. Tak jak pisałam wyżej, realne efekty freelancingu zobaczyłam dopiero po tym, jak mogłam w dzień w 100% poświęcić się pracy. Po 3 latach. Wcześniej to była nieustanna walka z czasem. 

 

Czy istnieje złoty klucz? 

 

Czy na przykład świetna organizacja czasu jest rozwiązaniem większości problemów przy pracy na urlopie wychowawczym? Moim zdaniem nie, ponieważ 2-, 3-, 12-miesięczne dzieciątko ma gdzieś plany mamy i jej strategię na rozwój biznesu. Przez pierwsze miesiące życia, liczą się tylko jedzonko i ciepło rodziców. Nawet 2- czy 3-latka mało obchodzi, gdzie się znajduje, gdzie śpi i co je, ważne, żeby mama i/lub tata byli blisko.

I jeżeli mama chce pracować w domu na wychowawczym, to jest to jak najbardziej wykonalne, pod warunkiem, że jest w stanie wiele poświęcić. Głównie swój własny komfort, wygląd, samopoczucie i porządek w mieszkaniu. 

Ktoś zapyta, po co się tak męczyłam? Już kiedyś pisałam, że zaczęłam pracować zdalnie, szukać zleceń, ponieważ nie chciałam, by po urodzeniu drugiego dziecka mój stan bezczynności zawodowej przedłużył się o kolejne 3 lata. Bo ile 3 lata na urlopie wychowawczym jest ok, to już 6 jakoś nie bardzo. Zaczęłam coraz boleśniej odczuwać, że nie mam własnych pieniędzy. Bo choć mam dostęp do konta męża, to jednak nie to samo, co własny portfel. No i co tu wiele ukrywać, miałam świadomość, że jedna pensja, przy rosnących dzieciach i coraz większych wydatkach, to jednak za mało, by żyć na znośnym poziomie. 

Nie pracowałam dla satysfakcji, bo początkowo była ona wątpliwa, a dla tego samego powodu, co miliony ludzi każdego dnia zwleka się z łóżka i wyrusza do roboty. Dla pieniędzy, rozwoju, podnoszenia standardu życia. 

 

Jeśli boicie się długiej przerwy w pracy…

 

Nie ma co się martwić, że urlop wychowawczy wpędza kobietę w niebyt zawodowy. Z moich obserwacji wynika, że jest wręcz odwrotnie. 2-3 lata to znakomity czas, by zastanowić się, co dalej robić z życiem. Pełno moich znajomych po urodzeniu dzieci nie wróciły do pracy w firmach, w których były zatrudnione przed urodzeniem dzieci. Nie dlatego, że nie mogły, a dlatego, że nie chciały. Jedna założyła własny biznes, druga poszła do szkoły zdobyć nowy zawód, trzecia znalazła pracę w swoim zawodzie. Rozumiecie to. W dzisiejszych czasach W SWOIM ZAWODZIE. No a ja odkryłam, że mogę zostać freelancerem i pracować we własnym domu. Jeżeli tylko macie możliwość, by pobyć trochę czasu z dzieckiem, a nie od razu wracać po pół, czy roku do pracy, warto to wykorzystać. Nie tylko ze względu na dziecko, ale przede wszystkim dla siebie. Spojrzycie w głąb siebie i dostrzeżecie zupełnie inne wartości. 

 

Oczywiście tego stanu bezczynności zawodowej nie można przeciągać w nieskończoność. Zbyt długie pozostawanie w domu bez pracy zwiększa ryzyko, że potem tej pracy nie znajdzie się już nigdy. Jeśli planujecie poświęcić swoje życie pielęgnowaniu domowego ogniska, to świetnie! Jeśli jednak chcecie wrócić do pracy, to weźcie pod uwagę, że z każdym rokiem jest coraz ciężej. Nie dlatego, że jest się coraz głupszym. Długotrwałe bezrobocie powoduję izolację od społeczeństwa i frustrację, które z czasem nawet doprowadzają do zaburzeń psychicznych. Tego nie widać „gołym okiem”, ale po bliższym poznaniu osoby, która latami nie pracuje. 

 

Co jest fajne w pracy na urlopie wychowawczym?

 

Nie że są same wady. Zaletą jest to, że kobieta może zarabiać pieniądze, uczyć się nowych rzeczy, rozwijać. Choć nie ma szans, by z dzieckiem pełzającym pod nogami ten rozwój był jakiś spektakularny. Osobiście odczułam zmianę w zarobkach i ogólnej satysfakcji z życia, dopiero po tym, jak mój młodszy syn poszedł do przedszkola. 

Zaletą jest także to, że małe dzieci, do ok. 3 lat mają naprawdę niewielkie potrzeby. Na jedzeniu nie ma co oszczędzać, ale na reszcie już można, bez szkody na jakości życia dziecka i rodziców. Jak sobie pomyślę, ile pieniędzy bezsensownie wydaje się przy pierwszym dziecku, to głowa mnie boli. Tony ubrań, zabawek, gadżetów, które wykorzysta się albo raz, albo wcale. Przy drugim z reguły jesteśmy mądrzejsi. Mój syn na przykład przez pierwsze 2 lata życia spał z różowej pościeli, po siostrze. Była tak droga, że wydawało mi się bezsensowne kupowanie w innym kolorze. 

Także pod jednym względem urlop wychowawczy to świetny czas na rozwijanie biznesu. Nie traci się funduszy na dojazdy, żłobek itp. Działalność w sieci początkowo można rozwijać niewielkim kosztem, niemal za darmo. Mniejsze koszty sprawiają, że początkowy brak pieniędzy nie jest tak dotkliwy. 

Myślę, że dziś już bym nie mogła sobie pozwolić na zarabianie 500 zł miesięcznie, dlatego w gruncie rzeczy cieszę się, że przebrnęłam przez te ciężkie 3 lata i mogę w spokoju pracować na w miarę sensowną pensję. 

Jeżeli chcecie pracować w domu, nie myślcie sobie, że to będzie idylla. Nie, jeśli nie macie 2 babć i niani do pomocy. Jeśli tak, to jesteście szczęściarami. 😉 

 

Przepraszam, że tak marudzę, zazwyczaj patrzę na świat bardziej przez różowe niż szare okulary. Czy moim zdaniem kobiety pracujące w domu, z dziećmi przy boku, zasługują na pochwałę? Ja w ogóle uważam, że wszystkie kobiety, które decydują się na dzieci zasługują, nawet nie na pochwałę, a medal. Bo w dzisiejszych czasach macierzyństwo to cholernie ciężka robota.  I psychicznie i fizycznie. A jak do tego dołoży się pracę, to wychodzi nam mission impossible. 

 

Co mogę doradzić? Nie słuchać innych. 

 

Oj, tak, po urodzeniu dziecka zbiera się wianuszek przyjaznych dusz, które tylko radzą i radzą. Ciotki, babcie, koleżanki, sąsiadki. Robią to w dobrej wierze, ale każda matka wie, jak takie cenne rady wkurzają. Jeśli zdecydowałyście się na pracę na urlopie wychowawczym, to pomyślcie, że trud zostanie wam wynagrodzony, o ile posłuchacie siebie, a nie osób, które o pracy zdalnej i biznesie online nie mają pojęcia. 

 

Cztery krytyczne uwagi, które należy olać:

  1. Nie umiesz pogodzić pracy z opieką nad dzieckiem? Oj, chyba masz problemy z organizacją…
  2. Bałagan w domu, mokre pranie od dwóch dni leży w pralce? No, a nie wiesz, że to kwestia organizacji, wieczorem można robić takie rzeczy…
  3. Twoje dziecko tak samo w pokoju, a ty wlepiasz się w ten komputer? W nocy masz czas, pracuj wtedy, albo wstań 2 godziny wcześniej i zacznij, kiedy jeszcze dziecko śpi….
  4. Brakuje wam kasy, że musisz pracować?  To weź męża w obroty, bo kto to widział, żeby dziś facet pracował tylko 8 godzin dziennie? A nie tak kosztem dziecka…

 

Podsumowanie

 

  • Jeśli myślicie o tym, by w przyszłości pracować zdalnie – jak najbardziej, praca na urlopie wychowawczym jest warta świeczki. Dziecko w końcu pójdzie do przedszkola, a wy będziecie mieć wiedzę i doświadczenie pozwalające rozwinąć skrzydła. W spokoju. 
  • Jeśli chcecie tylko dorobić w trakcie urlopu macierzyńskiego, bo potrzebujecie dodatkowych pieniędzy – pewnie, praca zdalna jest do tego wymarzona. 
  • Jeśli chcecie sobie popracować, by czasem nikt wam nie zarzucił, że jesteście leniami, bo tylko siedzicie w domu z dzieckiem, a po urlopie wrócicie do swojej starej pracy – darujcie sobie. 

 

To pisałam ja 😉

Joanna Szymańska
Joanna Szymańska
Jestem freelancerką, przede wszystkim copywriterką, czyli specjalistką od tekstów sprzedażowych. I właśnie tym się zajmuję na co dzień. Dostarczam treści, dzięki którym marki, witryny, produkty stają się atrakcyjniejsze i bliższe człowiekowi. Na blogu zdradzam kulisy mojej pracy, czyli po kolei wymieniam + 100 różnych błędów i porażek, które popełniłam w ciągu 6 lat bycia freelancerką. Chcesz, żebym coś dla ciebie napisała? To kliknij w zakładkę "kontakt". Przekonasz się, jak fajnie się ze mną współpracuje. 🙂
A wiesz, kiedy Cię będę naprawdę lubiła? Gdy napiszesz mi w komentarzu, co myślisz o moim artykule. Zatem - nie krępuj się!

Back to top