Praca na umowę o dzieło – jakie są minusy?
Poprzedni post Następny post

Jak już zapewne wiecie, nie prowadzę działalności gospodarczej. Głównie pracuję na umowy o dzieło lub wystawiam faktury przez useme.eu. W ciągu miesiąca podpisuję wiele takich umów. Wielu freelancerów jest w podobnej sytuacji. Niby mam regularne wpływy na konto, uporałam się z problemem płynności finansowej, jednak zauważyłam, że w przeciwieństwie do pracy na etat lub własnej firmy, praca na umowę o dzieło ma sporo wad. Zdajemy sobie z nich sprawę dopiero wtedy, gdy musimy przedstawić zaświadczenie o regularnych, pewnych i legalnych dochodach. Wiele organizacji z miejsca dyskredytuje osoby, które pracują na umowę o dzieło. Zobaczcie, kiedy brak firmy lub umowy o pracę przeszkadza w życiu. 

Praca na umowę o dzieło powoduje trudności z zaciągnięciem kredytu/pożyczki

Choć kredyt to żaden rarytas, to jednak bywa, że czasem trzeba go zaciągnąć, by sfinansować większy zakup. Pracujesz na umowę o dzieło, masz od kilku lat nawet 10 000 zł dochodu miesięcznie, bank i tak może uznać, że nie jesteś wystarczająco zaufanym kredytobiorcą.  Zaciągniecie większej pożyczki, a tym bardziej kredytu mieszkaniowego, jest niemal niemożliwe.

Dla banku najbardziej liczy się papier potwierdzający stałe i pewne źródło dochodów. Większości nie interesują comiesięczne wpływy na konto, a zaświadczenie o zatrudnieniu.  Jeżeli potencjalny kredytobiorca przedstawi umowę o dzieło podpisaną na pół roku i udowodni, że jest ona wciąż przedłużana na kolejne miesiące, wtedy szanse na przyznanie kredytu wzrastają.  Największe trudności napotyka się mając wiele umów o dzieło, podpisywanych co miesiąc z różnymi zleceniodawcami. Wtedy pozostaje udać się do parabanków, co osobiście odradzam. 

 

Problemy z przyjęciem dziecka do przedszkola publicznego

Jak wiadomo, o przyjęciu do przedszkola decydują punkty przyznawane za spełnianie określonych kryteriów: zamieszkiwanie w gminie, rozliczanie się z podatku w gminie, miejsce w pracy w pobliżu placówki itp. Pierwszeństwo zawsze mają dzieci, których oboje rodziców pracuje (lub prowadzi firmę). W wielu placówkach w ogóle nie bierze się pod uwagę pracy na umowę o dzieło.  Członkowie komisji rekrutacyjnej wychodzą za założenia, że umowa o dzieło dziś jest, a jutro jej nie będzie. A gdy jeszcze ujawni się, że pracuje się w domu, wyjątkowo uparty człowiek uzna, że przecież w takiej sytuacji nie trzeba posyłać dziecka do przedszkola. Zatem, gdy chce się złożyć podanie do publicznej placówki, trzeba wziąć pod uwagę, że gdy ilość zgłoszeń przewyższy ilość miejsc, dziecko nie dostanie się do przedszkola. 

Teraz jest trochę lepiej, bo niby gminy mają obowiązek zapewnienia miejsc w przedszkolach dla wszystkich 3- i 4-latków. Trzeba jednak liczyć się z tym, że dziecko nie musi otrzymać miejsca akurat w tym przedszkolu, do którego składamy podanie – z reguły najbliższego od miejsca zamieszkania. Może maluch będzie zmuszony uczęszczać do oddziału przedszkolnego albo placówki oddalonej od domu o wiele kilometrów. 

Miałam to szczęście, że gdy składałam podania do przedszkoli, byłam na urlopie wychowawczym. Pracodawca bez problemu wystawił mi zaświadczenie o zatrudnieniu, co sprawiło, że moje dzieci pozytywnie przeszły proces rekrutacyjny. Potem, wystarczyło co roku składać zaświadczenia o chęci kontynuowania edukacji przedszkolnej. 

 

Czytaj także:  Wady i zalety freelancingu

Trudności z zapisaniem dziecka do świetlicy szkolnej

Taki sam problem jak w przedszkolu. Żeby dziecko mogło po lekcjach przebywać w świetlicy, rodzice muszą przedstawić zaświadczenia o zatrudnieniu, ewentualnie o prowadzeniu działalności gospodarczej. Jak wiadomo, praca na umowę o dzieło, to nie praca. Nie zawsze można się dogadać, wytłumaczyć, że choć nie ma się stałego zatrudnienia, to wykonuje się normalną pracę. Ja na szczęście się dogadałam. Powiedziałam uczciwie, że nie mogę przedstawić zaświadczenia od pracodawcy, bo go nie mam. Spotkałam się ze zrozumieniem. 

 

Brak ubezpieczenia 

Od umowy o dzieło nie odprowadza się składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. A to wiąże się z tym, że w przypadku choroby/wypadku/operacji nie można ani wziąć zwolnienia lekarskiego, ani tym bardziej leczyć się na NFZ. Ja, rozwiązałam ten problem, dopisując się do ubezpieczenia męża. W innych sytuacjach jedyną opcją jest dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne w NFZ albo ubezpieczenie prywatne. 

Z kolei brak składek na ZUS pociąga za sobą inne konsekwencje. Po urodzeniu dziecka, kobieta nie otrzyma zasiłku macierzyńskiego, a jedynie zasiłek zastępczy, tzw. kosiniakowe, które wynosi zaledwie 1000 zł. Kwestia emerytury czy renty to oczywiście osobny temat, ale trzeba być świadomym tego, że latami pracując na umowę o dzieło nie odkłada się żadnych składek na emeryturę, która prędzej czy później nadejdzie. 

 

Nieregularne zarobki 

Jeżeli jesteś freelancerem chwytającym się różnych zleceń, nie masz stałej pensji, która w danym dniu pojawia się na koncie. Częściej realizujesz dziesiątki rożnych prac, dla różnych klientów, którzy płacą w różnych terminach. Przez wiele lat byłam uwieziona w pułapce nieregularnych dochodów, które rzutowały na brak płynności finansowej i ogólne problemy finansowe. Jedyne rozwiązania takiej sytuacji to: zwiększenie samodyscypliny finansowej, większa kontrola budżetu i systematyczne gromadzenie oszczędności. 

 

Brak świadectw pracy

Starając się o pracę w przyszłości, może się okazać, że CV z jednej strony będzie atrakcyjne (współpraca z wieloma firmami, podejmowanie się różnych prac), z drugiej bardzo ubogie. Możesz przedstawić milion umów o dzieło z ostatnich lat, jednak i tak nie zastąpi to zaświadczenia o pracy w firmie, w której zajmowało się konkretne stanowisko przez określony czas. Potencjalny pracodawca może pomyśleć, że taki pracownik, z jednej strony jest przedsiębiorczy, kreatywny, zdyscyplinowany, potrafi aktywnie szukać klientów, z drugiej ma tendencje do skakania z kwiatka na kwiatek i może mieć problemy z przystosowaniem się do warunków w jednej firmie. Dostaje także jasny sygnał, że może w każdej chwili rzucić pracę i wrócić do freelancingu. Pracodawcy jednak wolą zatrudniać ludzi ceniących stabilizację, a nie wolność. 😉

 

Brak zaufania ze strony potencjalnego pracodawcy 

Kiedyś w przypływie frustracji zaczęłam szukać pracy na etat. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej, rekruter zapytał mnie, czy gdyby mnie zatrudnili, kontynuowałabym swoją działalność freelancera? Zatkało mnie, bo przecież nie powinno go obchodzić, co będę robiła po godzinach pracy. Dlaczego pracownik nie mógłby sobie dorabiać, jeśli nie będzie to kolidowało z jego obowiązkami? Odpowiedziałam szczerze: to zależy, ile będę zarabiała. 😉 Pracy nie dostałam, rzecz jasna. 

 

Czytaj także:  Zasada Pareto w życiu freelancera - jak zarabiać więcej, pracując mniej...

Brak pewności jutra

Ciepła posadka to jednak zawsze komfort. Praca na umowę o dzieło, to nie tylko gwarancja stałej pensji, ale także liczne przywileje pracownicze. Gdy pracujesz na umowę o dzieło, zleceniodawca nie jest z tobą w żaden sposób związany. To nie jest twój pracodawca, tylko klient, który zleca wykonanie określonego zadania. Gdy ulegniesz wypadkowi, nie przysługuje ci żadna ochrona, a firma może po prostu z dnia na dzień nie przedłużyć współpracy. I nic się nie stanie. O wszystko musisz się martwić we własnym zakresie. Nie masz prawa do urlopu, określonego wymiaru czasu pracy, dodatku za nadgodziny czy pracę w niedzielę. Myślę, że w pewnych sytuacjach, mniejsza, ale jednak stała pensja, wynagradza związanie się z jedną firmą, zaciskanie zębów i uzależnienie od szefa. 

Brak szacunku 

Trochę z przymrużeniem oka, bo niby kogo obchodzi opinia innych ludzi? 😉  Gdy prowadzisz działalność, wystawiasz faktury, z miejsca zyskujesz w oczach rodziny, znajomych, sąsiadów. Ma firmę – ma głowę na karku. Nieważne, że ZUS opłacasz z ledwością i każdego dnia marzysz, by w końcu nie być na swoim. Podczas spotkań rodzinnych usłyszysz „jak tam się biznes kręci?”Gdy pracujesz na umowę o dzieło, no cóż, jesteś tylko „śmieciarzem”, który nie potrafi znaleźć porządnej pracy i szefa, który zechce cię zatrudnić na „prawdziwą” umowę. 

Praca na umowę o dzieło a rodzina

Trzeba wziąć pod uwagę, że praca na umowę o dzieło może mieć pewien wpływ na atrakcyjność jako potencjalnego partnera życiowego. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna mogą niechętnie podchodzić do związania się z osobą, która nie ma stałej pracy i regularnych zarobków. W wieku 20 lat wydaje się to normalne, ale gdy 35-latek wciąż nie ma uregulowanego życia zawodowego, pojawiają się niewygodne pytania „co będzie, jak pojawi się dziecko?”, „a jak zechcemy wziąć kredyt na mieszkanie?”. Z jednej strony miłość nie pyta o nic, z drugiej odpowiedzialny i dojrzały człowiek stara się racjonalnie podchodzić do życia i mierzyć siły na zamiary. Jak smutna jest sytuacja, kiedy tylko to, że pracuje się na umowę o dzieło i nie ma się stabilności finansowej jest decydującym powodem do niezakładania rodziny. 

To by było tyle. Widzicie jeszcze jakieś inne wady pracy na umowę o dzieło? 😉 Będzie mi miło, jak poznam wasze opinie. 

 

  • O wiele łatwiej z firmą, choć i do tego należy się dobrze przygotować. Ale ogólnie polecam 🙂

  • Powiem Ci, że z bankami jest różnie. W moim powiedzieli, że umowa o dzieło jest dla nich lepsza niż własne DG i nie dadzą mi pożyczki wcześniej, niż po 2-3 latach prowadzenia działalności. Mało tego! Zatrudniam na pół etatu mojego partnera ( najniższa krajowa, tylko dla ubezpieczenia) i on dostaje kredyt bez problemu na te swoje 700 zł, a ja, jako właściciel tej firmy już ciężko 😀

    • No coś ty? Ja słyszałam zupełnie coś innego, z tymi bankami nie dojedziesz 😀

  • Pingback: Jak wystawiać faktury bez firmy? Joanna Szymańska - Freelancer ♥♥♥()

  • Isztvan Klose

    Umowa o działo – zawrzyj umowę, a będzie się działo :). W ogóle to jakaś kara, taka umowa…

    • Czy to kara, czy umowa – kwestia do zastanowienia.
      Ale komentarz – kapitalny 🙂 u mnie się tak „dzieje” w związku z trzecią już agencją

Wróć na górę