Król rock ‚n’ rolla, król marketingu
Prev post Next post

Wiecie, kto to jest Elvis Presley? Głupie pytanie. To niekwestionowany król rock’n’rolla, jeden z najbardziej znanych wokalistów na świecie. Elvis w latach 60. u szczytu swojej kariery rocznie zarabiał około 6 mln dolarów, a w 2005 roku (czyli prawie 30 lat po śmierci) na swojej twórczości „zarobił” blisko 70 mln dolarów.  Sama z chęcią sprawiłabym sobie taki ekstra plakat do salonu: plakat Elvisa.

A czy wiecie może, że tak naprawdę:

  • Elvis wcale nie był wybitnym artystą (dobrym, charyzmatycznym, ale nie wybitnym);

  • Miewał problemy z zagraniem trudniejszych melodii;

  • Bardzo często śpiewał i nagrywał na płyty covery mniej znanych artystów;

  • Każdy film, w którym zagrał, kręcono nie dłużej niż 4 tygodnie;
  • Prawdopodobnie nigdy nie skomponował muzyki, ani nie napisał tekstu piosenki (choć często jego nazwisko widniało jako współautor lub autor utworu);

  • Był niezwykle nieśmiały i zakompleksiony;

  • W wieku 35 lat był kompletnie niesamodzielny (np. nie wiedział, jak pobrać pieniądze w banku);

  • Na początku swojej kariery był tak słabym wokalistą, że producenci, szefowie wytwórni i studiów nagraniowych niejednokrotnie powtarzali mu „Elvis, ty lepiej wróć do prowadzenia ciężarówek”.

 

Większość ludzi, z którymi uczęszczał do szkoły za nic nie mogło sobie przypomnieć Elvisa z czasów szkolnych. Jedynie kilku nauczycieli go „kojarzyło”, zarzekając się, że nigdy nie przypuszczali, że ich uczeń zrobi tak oszałamiającą karierę. Jak to określiła jedna z nauczycielek Elvisa: „był po prostu, grzecznym, słodkim przeciętniakiem dorastającym w bardzo biednej rodzinie”.

No i nawet nie był przystojny…

Wpatrując się w jego zdjęcia, nie trudno zauważyć, że wbrew powszechnej opinii, nawet nie był zbyt przystojny (szczególnie widać to na fotografiach, na których był już dobrze po 30., mocno przytył i stracił swój młodzieńczy urok „uśmiechniętego słodziaka”). Choć to kwestia gustu. W wieku 17 lat Elvis grał na gitarze i marzył o karierze muzyka (jak wielu jego znajomych w tamtych czasach). Nosił oryginalne jak na lata 50. fryzury, ubierał się dość ekstrawagancko (już wtedy uwielbiał różowe błyszczące marynarki z szeroki kołnierzami). Ponadto ciężko pracował, by pomóc rodzinie i był bardzo grzecznym zwykłym człowiekiem. Takim jak każdy. A jednak to nikt inny, tylko Elvis do dziś jest jednym z najlepiej zarabiających artystów.

W latach 50. i 60. Elvis Presley był najbardziej znaną i najlepiej opłacaną gwiazdą na świecie. Wszystkie filmy, w których zagrał, zarabiały miliony. Znacznie więcej niż wybitne filmy oscarowe, a także, te w których grali Audrey Hepburn, czy Frank Sinatra – jedne z największych gwiazd ówczesnego kina. W gruncie rzeczy praktycznie wszystkie jego produkcje filmowe były nawet nie przeciętne, były zwyczajnymi gniotami.

Nic dziwnego, skoro grał średnio w 3 filmach rocznie, a każdy kręcono nie dłużej niż 4 tygodnie! Ludzie przychodzili do kin na filmy z Elvisem, tylko dlatego, że grał w nich Elvis. Nie interesowało ich to, że praktycznie wszystkie były do siebie podobne, kręcone po kosztach, ze słabymi dialogami i jeszcze słabszą scenografią. Wprawdzie niektórzy krytycy uważali i wciąż uważają, że Presley miał talent aktorski, tylko nie dane mu było się sprawdzić w porządnej produkcji.

 

Przeciętny muzyk zarabiający nieprzeciętne miliony dolarów

 

A jednak to Elvis zarabiał na swojej muzyce niewyobrażalne sumy, o których w tamtych czasach tylko pomarzyć mogły największe gwiazdy estrady. W latach 50., żaden wokalista nie był tak atrakcyjny dla publiczności, by jego nazwisko przyciągnęło tylu fanów, by zapełnić całe sale koncertowe po brzegi. Tylko Elvis Presley. Kiedy gaże innych znanych artystów rzadko przekraczały 3000 $, On bez problemu zgarniał 15 000 $, a bywało, że i 150 000 $. Dla organizatorów koncertów, występów telewizyjnych muzyk był takim pewniakiem, że zgadzali się  praktycznie na każde warunki finansowe. Elvis mógł żądać niemal każdą stawkę. Gdyby w tamtym czasie Elvis zapragnął gwiazdki nieba, z pewnością by ją dostał. Jego fanki połączyłyby siły, kupiły najcięższą broń i szturmem zdobyły Biały Dom, by zmusić Nixona do tego, by na koszt państwa wybudowano specjalną rakietę dla Elvisa, dzięki której grupa astronautów przywiozła mu choćby galaktyczną drobinkę.

Cała Ameryka i połowa świata uległa „histerii Elvisa”. Gdzie tylko się pojawił, wzbudzał potężne emocje. W hotelach w Las Vegas, gdzie koncertował pod koniec swojego krótkiego życia, obsługa zawsze przygotowywała zapasową bieliznę dla kobiet, które zasiadały na widowni. Podobno po każdym występie fanki leciały do toalet, by się przebrać. 😉 Elvis był tak sławny, że przez połowę swojego życia żył w skrajnej izolacji od świata, gdyż zwyczajnie nie mógł pojawiać się publiczne bez ryzyka uszczerbku na zdrowiu. Fanki by go stratowały, rozszarpały ubranie i wyrwały włosy, by tylko móc zachować kawałek gwiazdy dla siebie. Taki był Elvis.

Mógł wszystko. Gdy zabrał swoich kumpli w nieplanowaną podróż do innego miasta, zażyczył sobie, by o 2 nad ranem otworzono centrum handlowe, gdyż jego ekipa musiała zaopatrzyć się w piżamy i szczoteczki do zębów. Zrobiono, co zechciał. Wydawało się, że wszystko czego dotknął zamieniało się w złoto. Każdy się go słuchał i każdy marzył, by go zobaczyć na żywo.

Gdy dokładnie obejrzałam sobie kilka jego koncertów, tych wcześniejszych i późniejszych, zauważyłam, że jego koncerty były co najwyżej średnie, często przerywał piosenki, myliły mu się słowa, a nierzadko wręcz bełkotał coś pod nosem. Jego bełkotliwa mowa, otyłość i nieprzewidziane wybryki po części wynikały z uzależnienia od medykamentów, głownie środków nasennych, a także z depresji. Ten oszałamiająco sławny Elvis Nigdy nie miał przygotowanej choreografii, większość jego ruchów i tekstów na scenie było dziełem przypadku. Po prostu „odwalał” swoją pracę. Jego współpracownicy często się żalili, że Elvis jest kompletnym amatorem. Naprawdę trudno zrozumieć źródło tych pisków, powszechnej wrzawy i omdleń na scenie.

 

Wybitny talent czy wybitny marketing muzyczny?

 

Pozostaje zadać sobie pytanie, w jaki sposób ten przeciętny chłopak z Memphis zyskał miano „króla rock’n’rolla”, zarabiał miliony bez względu na to, co robił i mówił. Dlaczego wokalista, który był nawet krytykowany za brak talentu muzycznego zdobył cały świat? Zdania są podzielone.

Z pewnością należy przyznać, że miał w sobie „to coś”. Na przykład lubił bardzo oryginalne ubrania. Już w czasach, gdy był nastolatkiem, nosił różowe błyszczące marynarki i oryginalną jak na tamte lata fryzurę. Właśnie „to coś” zauważył w nim Tom Parker vel Pułkownik, który przez ponad 20 pełnił funkcję menadżera Elvisa Presleya. W pewnych kręgach powszechnie wiadomo, że to właśnie dzięki Parkerowi Elvis zrobił tak wielką karierę. Pułkownik był po prostu rewelacyjnym, twardym i ekscentrycznym marketingowcem, który organizował wysublimowane, niezwykłe jak na tamte czasy, ale i niesłychanie skuteczne akcje promujące Elvisa Presleya.

Tom Parker początkowo pracował między innymi w obwoźnym lunaparku. Jego geniusz marketingowy objawiał się już wtedy, o czym dowodzi ta anegdotka.

Szefostwo zastanawiało się, by obniżyć ceny biletów z 50 centów na 25 centów. Tom Parker nie chciał się na to zgodzić, w zmian tego zaproponował coś innego. Mianowice wywiesił przed wejściem informację w stylu „ wstęp 1 dolar, niezadowolonym zwracamy połowę”. Oczywiście większość klientów wracała do kasy po zwrot połowy ceny biletów, gdyż twierdzili, że nie byli zadowoleni z zabawy, nawet jeżeli było to kłamstwem. Dzięki tej sztuczce nie tylko nie obniżono cen biletów do lunaparku, ale także zyskiwano usatysfakcjonowanych klientów, którzy byli zadowoleni, gdyż „odzyskali połowę wydanych pieniędzy”.

 

 

Pułkownik – sekret sukcesu Elvisa

 

Pułkownik Parker, który zaopiekował się karierą Elvisa, do końca życia stosował różne swoje triki marketingowe i psychologiczne. Potrafił wynegocjować najlepsze warunki dla swojej gwiazdy i najwyższe gaże. To Parker zrobił z Elvisa „króla”. Pułkownik potrafił manipulować zarówno jednostkami, jak i milionowymi tłumami. Cóż takiego niezwykłego robił, że Elvis gdziekolwiek się pojawił błyszczał najjaśniejszą gwiazdą Ameryki? Nie każdy wie, ale to właśnie dzięki fenomenalnemu marketingowi i reklamie Elvis zyskał tak wielką sławę.

Oczywiście Presley sam w sobie był oryginalny, nie tylko zmysłowo śpiewał, ale też zawadiacko poruszał się na scenie. Dosłownie szalał podczas swoich występów, robił charakterystyczne grymasy, a także nie stronił od erotycznych ruchów ciała, chwytał się za krocze i całował swoje fanki stojące najbliżej sceny.

Zdecydowanie nastolatkom brakowało takiego idola. A Pułkownik dodatkowo rozgrzewał atmosferę przez każdym występem. Obwieszczał, że za kilka dni w danym mieście pojawi się „król”, choć wtedy królem jeszcze go nie nazywano. We wszystkich lokalnych gazetach i radiach grzmiała wieść, że „Elvis przyjeżdża”. Nie było osoby, który by nie wiedziała, że w danym dniu w danym miejscu pojawi się Elvis. To naprawdę działało. Każdy chciał zobaczyć tego „wyjątkowego piosenkarza” choćby z samej ciekawości. Bilety zawsze sprzedawały się w ciągu kilku godzin.

 

Promocja, promocja i jeszcze raz promocja

 

Parker starannie opracowywał zmasowane kampanie promocyjne występów, albumów i filmów piosenkarza. Przykładowo na niespotykaną wówczas skalę produkowano miliony gadżetów z wizerunkiem muzyka lub napisem „Elvis Presley”. Amerykę zalały pocztówki i zdjęcia z autografem Elvisa, czapeczki, wiatraczki, skarpetki, spódniczki, koszulki, ołówki i wiele innych. Fani mogli ubrać się od stóp do głów w Elvisa.

Dziś takie akcje stosuje wielu topowych artystów, w latach 50. – tylko Elvis. Pułkownik organizował masę wywiadów, robił wszystko, by każde posunięcie gwiazdy było upublicznione i szeroko komentowane w mediach. Organizował „miesiące Elvisa”, podlizywał się do każdego, kto mógłby pomóc artyście stać się jeszcze bardziej sławnym. Pułkownik rozsyłał materiały promocyjne po całej Ameryce, czynił wszystko, by każdy poznał Elvisa Presleya.

Dlaczego o tym piszę? Chcę pokazać, że tak naprawdę każdy, kto tylko chce może osiągnąć swój cel, może stać się sławnym pisarzem, muzykiem, czy kimkolwiek chce. Gdyby menadżer Elvisa nie był tak doskonałym specem od marketingu, jest duże prawdopodobieństwo, że muzyk co najwyżej, przy wielkim szczęściu stałby się regionalną gwiazdą, a nie „królem rock’n’rolla”.

Jak często widzimy niewyobrażalnie znanych artystów, którzy w gruncie rzeczy nie reprezentują sobą „nic wielkiego”. Pamiętacie jeszcze „Ona tańczy dla mnie”? Czy ten utwór był pod jakimś względem szczególny, lepszy od setek innych teledysków disco polo? Z pewnością nie. Po prostu utwór ten był skutecznie promowany w sieci. Na tyle skutecznie, że rozbrzmiewał wszędzie i chcąc nie chcąc, każdy go słuchał, nucił i lubił. Nawet jak wszystkich drażnił ten utwór, to i tak każdy znał go na pamięć. Była moda na „Ona tańczy dla mnie”, tak jak kiedyś była moda na „Elvisa”.

Tak samo jest z wieloma innymi produktami, czy gwiazdami. Tak samo było z książką „Grey”, która, spójrzmy prawdzie w oczy, jest totalną szmirą, niezasługującą na miano bestsellera. Jak byłam nastolatką, czytałam dużo lepsze (i krótsze), choć wciąż słabe „harlequiny”. Jednakże odpowiednie osoby skutecznymi posunięciami doprowadziły do tego, że czytelniczki z całego świata oszalały na punkcie tej książki. Każdy chciał ją chociaż przeczytać, bowiem trudno nie przeczytać książki, o której mówi „cały świat”. Mniej więcej tak to wyglądało z Elvisem. I z wieloma innymi produktami. Dobra reklama czyni cuda, dzięki niej każdy można zostać „naj”. Naj-pisarzem, naj-muzykiem, naj-aktorem, naj-marką. 

 

To pisałam ja 😉

Joanna Szymańska
Joanna Szymańska
Jestem freelancerką, przede wszystkim copywriterką, czyli specjalistką od tekstów sprzedażowych. I właśnie tym się zajmuję na co dzień. Dostarczam treści, dzięki którym marki, witryny, produkty stają się atrakcyjniejsze i bliższe człowiekowi. Na blogu zdradzam kulisy mojej pracy, czyli po kolei wymieniam + 100 różnych błędów i porażek, które popełniłam w ciągu 6 lat bycia freelancerką. Chcesz, żebym coś dla ciebie napisała? To kliknij w zakładkę "kontakt". Przekonasz się, jak fajnie się ze mną współpracuje. 🙂
A wiesz, kiedy Cię będę naprawdę lubiła? Gdy napiszesz mi w komentarzu, co myślisz o moim artykule. Zatem - nie krępuj się!

Back to top