praca w domu

Jak freelancer może wykorzystać „puste” dni? Ja postanowiłam się uczyć :)

Wrzesień był dla mnie najbardziej „spokojnym” miesiącem w roku. Choć miałam, co robić, to nie pozyskałam wielu nowych zleceń. Z nudów przeglądnęłam nawet skrzynkę SPAM i znalazłam 11 STARYCH wiadomości z propozycjami współpracy dla copywritera. Ech. 

Trochę odetchnęłam, miałam więcej czasu dla siebie. Z reguły w takich luźniejszych miesiącach, więcej czasu poświęcam na przykład na czytanie blogów branżowych czy analizowanie funkcji Google Analytics. Nierzadko zdarza się, że zwyczajnie marnuję cenne godziny na „social media”, czyli bezsensowne przeglądanie Facebooka. Zaczęłam się zastanawiać, jak mogłabym efektywniej wykorzystać okres, gdy mam mniej pracy. 

 

Robiłam porządki w szafie i… olśniło mnie…

Nauka angielskiego! Znalazłam zakurzony interaktywny kurs „Angielski z Cambridge”.  

Przyznam, że jeszcze 6-7 lat temu mój angielski był na całkiem dobrym poziomie. Bez problemu dogadywałam się z obcokrajowcami. I wiem, że była to zasługa, nie tylko mojej nauczycielki od angielskiego, ale również multimedialnego kursu. Podejrzewam, że niektórzy mogą być sceptyczni do nauki języka z jakichś płyt. Oczywiście, to nie to samo, co nauka z native speakerem, jedynie namiastka. Jednak w sytuacji, gdy masz wolną 1 godzinę dziennie, lepsze to niż #nicnierobienie.

To właśnie ten kurs >>> Angielski z Cambridge (4 płyty, 3 poziomy plus bonus)

freelancer nauka

Pamiętam, że kupiłam go w Emipku za 349 zł. Wtedy byłam biedną studentką dorabiającą w sklepie i  były to dla mnie ogromne pieniądze. Porównując z ceną nauki z w szkole językowej… wiadomo. Mogłam spokojnie szlifować język w domu, w wolnym czasie, i efekty były naprawdę zaskakujące. To jest bardzo dobry kurs.  Największą zaletą jest to, że nauka odbywa się poniekąd przez zabawę. Dopasuj to do tego, uzupełnij, posłuchaj, powtórz. Program rozpoznaje nawet dźwięki i ocenia wymowę poszczególnych słów, zdań. Choć to akurat należy trakować z przymrużeniem oka. 

 

Cofnęłam się

Potem nastąpił regres. Zajęłam się rodziną, przestałam używać języka, a kurs wylądował na wiele lat w szafie. O tym, jak bardzo cofnęłam się w rozwoju, przekonałam się w maju, gdy poleciałam do Londynu. Nie potrafiłam odnaleźć w głowie podstawowych słów. Pan na lotnisku wybałuszył oczy, gdy coś mu tam próbowałam powiedzieć. Z czytaniem nie mam takiego problemu, ale ze zrozumieniem mowy albo samym mówieniem… No, nie jest najlepiej. 

 

Dzieci poszły do szkoły i przedszkola, a ja zaczęłam naukę w domu 🙂

I właśnie we wrześniu nastał moment, w którym wróciłam do nauki angielskiego. Właśnie tak wykorzystam czas wolny od pracy copywritera – z kursem „Angielski z Cambridge”. Jeżeli chcecie szlifować język albo nawet uczyć się go od podstaw – szczerze polecam. Znajdują się tu trzy poziomy – od początkującego do zaawansowanego. W moim zestawie znajduje się również bonus – Business English, dzięki któremu mogę się nauczyć języka używanego w kontaktach biznesowych.  Można sobie planować tempo, dopasować poziom trudności do stopnia zaawansowania albo zacząć od początku. 

Bałam się, że po tylu latach płyta nie będzie działać. Ale nie, wszystko jest w porządku. Zaczęłam od poziomu 3 plus ogarniam wersję biznesową. W końcu aż tak źle ze mną nie jest. 🙂 Poziom 1 jest dla naprawdę początkujących. Z poziomu 2 i tak nie mogłabym skorzystać, bo zgarnął… pożyczył i nie oddał go mój brat. 

20160929_105759

 

Oczywiście nauka z kursem na płytach nie dorówna nauce z prawdziwym nauczycielem. Jest to namiastka, ale dzięki temu przestałam się zamartwiać, że marnuję czas. 

A wy, macie swoje sposoby na produktywne wykorzystanie wolnego czasu w pracy freelancera? 🙂

 

Lubię to: