Jak copywriter może ograniczyć stres w pracy?

Jestem przekonana, że na co dzień nie doświadczam tak dużo stresu jak na przykład pracownicy korporacji. Nie znajduję się w takich sytuacjach, kiedy ze spuszczoną głową muszę się komuś tłumaczyć, że czegoś nie wykonałam. Nie oznacza to jednak, że nigdy nie stresuję się pracą. Najczęstsza przyczyna stresu copywritera freelancera to oczywiście niedotrzymanie terminu. W drugiej kolejności jest niezadowolenie klienta z efektów pracy. Przecież to jasne, że:

zadanie wykonane na czas + zadowolony klient = dobry copywriter. 😉

Naprawdę nie wiem, dlaczego tak jest, że gdy mam już ułożony plan pracy na dany miesiąc, nagle znienacka pojawia się nawet kilka propozycji zleceń od nowych lub „starych” klientów. Copywriter freelancer raczej nie może pozwolić na taki luksus jak odmawianie zleceń, no chyba że faktycznie jest to ponad jego siły i możliwości. I co tu zrobić, kiedy wszyscy chcą najchętniej na już, na teraz, na jutro. Cały twój plan idzie na marne. 

I napiszę to po raz kolejny, ale po kilku latach pracy doszłam do zaskakującego wniosku. Tak już musi być i koniec. Takie jest życie freelancera. A skoro i tak moje życie zawodowe jest bardziej udane niż nieudane, to nie będę narzekać. Nie mogę zawsze być zrelaksowana i spokojna. Nie zawsze mogę sobie pozwolić na spokojne pracowanie w zaciszu swojego gabineto-jadalni. 🙂 Czasami muszę odczuć ten prawdziwy stres związany z napiętym grafikiem i trzema niespokojnymi zleceniodawcami, którzy oczekują ekspresowego dostarczenia tekstu. Umiarkowanie dawkowany stres motywuje człowieka do pracy. A chyba trudno narzekać, że się ją ma. 🙂

Moje metody walki ze stresem i nadmiarem zleceń oraz sposoby na usprawnianie pracy 

  • Po pierwsze – zacząć pracę jak najwcześniej. Nie później niż o 9.00 😉 Copywriter freelancer pracuje jak każdy, 8, 9, a czasem i 12 godzin. 

 

  • Po drugie – pracować po godzinach, oczywiście, gdy jest taka potrzeba. W ogóle mi to nie przeszkadza. Nie widzę niczego złego w pracy nocnej, dopóki nie staje się to regułą. W ciągu kilku lat pracy zdążyłam się przyzwyczaić do pracy nocnej, choć wiem, że człowiek działa wtedy na o wiele wolniejszych obrotach. Ja uwielbiam tę ciszę i fakt, że nikt i nic mnie nie rozprasza. Na dłuższą metę jednak nie polecam, gdyż zdecydowanie negatywnie odbija się to na zdrowiu. Dziś staram się ograniczać nocną pracę do minimum, ale przyznam, że zdarza mi się zasnąć o 3 nad ranem. 

 

  • Po trzecie – zaplanować sobie pracę. Przyznam, że zawsze rozbijanie tygodnia pracy na dni, a dni na godziny, było dla mnie trudne. Wszystko dlatego, że jak ognia unikam schematów i podporządkowania się.  Ale poprawiłam się. Zgodnie z planami noworocznymi założyłam kalendarz, w którym zapisuję sobie, co muszę wykonać w danym miesiącu, tygodniu, dniu, następnie trzymam (albo i nie) tej listy. Ej, czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że to naprawdę usprawnia pracę? 🙂

 

  • Po czwarte – w każdym miesiącu przygotować sobie zapas czasu na niezapowiedziane zlecenia. To jest najtrudniejsze do wykonania. Z reguły ten „zapas” to właśnie noc. 

 

  • Po piąte – odpocząć i zrelaksować się. Doskonale wiem, kiedy przychodzi ten moment, w którym nie napiszę już ani jednej literki więcej. Mogę siedzieć przy komputerze dwie godziny, zerkać co chwilę na FB, przeglądać dziwne blogi i strony tłumacząc sobie, że przyswajam jakąś wiedzę i zapoznaje się z tajnikami social media. Mój limit pisania został wyczerpany i w takim momencie najlepiej zamknąć wszystko, położyć się spać i poczekać do następnego dnia. 

 

Lubię to: