Copywriter podsumowuje rok 2015 i składa życzenia noworoczne:)

 

Copywriter freelancer prowadzi dosyć osobliwy styl życia. Gdybym miała go określić jednym słowem, napisałabym „samotniczy”. Nie mam szefa nad głową, nie mam współpracowników. Jestem zdana wyłącznie na siebie. Czasami odczuwam ten brak osoby, która utwierdziłaby mnie w przekonaniu, że mój tekst jest „dobry”, „przyzwoity” lub „do poprawki”. Moje teksty oceniają wyłącznie moi klienci. I tak już będzie raczej zawsze.

Praca na etacie ma swoje wady i zalety. Podobnie jest z pracą copywritera freelancera. Jednego dnia widzę ogrom zalet pracy w stabilnej firmie. Takiej ze stałą pensją, urlopem i pracą od-do. Innego dnia myślę sobie, jakie to ja mam szczęście. Szczęście, że wytrwałam i nie poddałam się. Bywało ciężko, ale po 25. roku życia, o dziwo odkryłam, że  tak łatwo się nie poddaję.

Gdybym miała ocenić swój rok 2015 od strony zawodowej, napisałabym, że był to rok – przyzwoity. Nie do końca fantastyczny, w 100% satysfakcjonujący, ale po prostu dobry. Mam coraz więcej nowych klientów, dotychczasowi nie kończą ze mną współpracy. 2015 był dla mnie rokiem przełomowym, gdyż mój syn, który przez 3 lata radośnie, ale i krytycznie „nadzorował moją pracę”, poszedł do przedszkola. Cóż za zmiana. Przestałam pracować po nocach. Mój rytm dnia przestał był wyznaczany przez pory obiadków, spacerów i zabaw z dwulatkiem. Otrzymałam kilka cennych godzin w ciągu dnia, które mogłam wykorzystać na pisanie tekstów. Zmiana kolosalna. Trudno było się przestawić. Nie powiem, że udało się w 100% (złe nawyki), ale mój rytm pracy przeszedł znaczącą metamorfozę. Na lepsze. Znam swoje słabości, wiem, nad czym powinnam pracować, by być lepszym copywriterem i lepszym człowiekiem.

Wymienić swoje wady, ha to każdy potrafi. Lecz ja w tym roku odkryłam także wiele swoich zalet i przetestowałam swój organizm do granic wytrzymałości. Wiem na przykład, że gdy się sprężę, to mogę pracować do 4 nad ranem, by po trzech godzinach wstać i zaprowadzić dzieci do szkoły i przedszkola. 😉 Jeszcze  nie mam do końca sprecyzowanych planów zawodowych na następne kilka lat. Nigdy nie byłam prymusem z zarządzania strategią. A to źle, bo na pewnym etapie działalności zawodowej człowiek powinien w końcu zatrzymać się i  zastanowić, dokąd tak naprawdę zmierza, w jakim kierunku chce się rozwijać. Choć poprawiłam się, gdyż dostałam od męża kalendarz i zaczęłam w nim notować plany, wydatki, przychody i takie tam. 🙂Wiem jednak, czego z całą pewnością nie chcę robić (zawodowo). I tego będę się trzymać. 

Wracając do tematu podsumowania roku 2015, był to niezły rok. Zacznę od banałów, ale dziękuje za to, co mam. Dziękuję przede wszystkim sobie, gdyż to, że mogę pracować jako copywriter freelancer, czyli gdzie chcę i kiedy chcę, jest wynikiem mojej ciężkiej pracy. Minęło wiele miesięcy, żeby nie napisać lat, by moja rodzina w końcu zrozumiała, że „siedzenie przy komputerze” jest moją pracą. A że mogę ją zabrać pociągiem do mojego rodzinnego domu lub rozpoczynać o godzinie 22 – to już inna kwestia. Mój mąż długo nie mógł się pogodzić z tym, że nigdy nie wiem, ile tak naprawdę zarobię w tym miesiącu, ani też kiedy przyjdzie przelew. Dziś stał się bardziej wyrozumiały, gdyż zrozumiał, że taka jest istota pracy copywritera na zlecenie. 🙂

Podsumowując kwestie finansowe,  był to rok również przyzwoity. Zdecydowanie lepszy niż poprzedni, ale jeszcze nie w pełni satysfakcjonujący.  Może i wstyd, ale przyznać muszę, że choć praca moja przynosi mi sporo satysfakcji, to wykonuję ją głównie dla pieniędzy. 🙂 Z drugiej strony, to wiem, że człowiek zawsze zarabia za mało. Wraz z rosnącymi zarobkami, rosną też nasze potrzeby. 😉

Teraz zdradzę Wam odrobinę ze swojego osobistego życia. W tym roku wprowadziłam nową rodzinną tradycję.  Poprosiłam męża i dzieci, byśmy spisali nasze plany, marzenia i życzenia, które powinny się spełnić w 2016 roku. Mój mocno stąpający po ziemi mąż, chciałby wyremontować łazienkę i wymienić drzwi w mieszkaniu. Mój trzyletni synek marzy o garażu dla swojego mini lamborghini. Moja sześcioletnia córka zaszalała, bo w przyszłym roku chce zwiedzić Nowy York, Francję, Grecję i nauczyć się chińskiego. Ja planuję odwiedzić Warszawę, której nie widziałam od lat. Plany są, teraz wystarczy przystąpić do ich realizacji.

A Wam życzę po prostu tego, byście znaleźli swoją drogę w życiu, które mija zbyt szybko. Życzę Wam, byście się nigdy nie poddawali i robili wszystko, by zmieniać swój los na lepsze. Pamiętajcie, że praca i pieniądze to nie wszystko, a dzieci, rodzice, brat, siostra, partner – to i owszem. Nie odkładajcie założenia rodziny na później, nie odsuwajcie swojej rodziny na bok. 

Nie warto żyć dla pieniędzy, bo szybko nastaje dzień, w którym przestają się liczyć. Trzeba żyć dla siebie. Warto choć raz zrobić coś, z czego będzie się naprawdę dumnym. Warto być kimś, kto zostawi po sobie coś wyjątkowego, co będzie trwało nawet gdy Ciebie już zabraknie. Nawet gdy będzie to „tylko” następne pokolenie. 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku  2016

Joanna Szymańska

Lubię to: